|
|
2002-05-19 Rozmowa z Martą Cugier i Grzegorzem Stróżniakiem z zespołu Lombard - Marcin Kostaszuk dla Głos Wielkopolski.
Rozmowa z Grzegorzem Stróżniakiem i Martą Cugier z zespołu Lombard - Marcin Kostaszuk- Czy 20 lat to dużo czy mało dla rockowego zespołu? - Grzegorz Strózniak- Z perspektywy to jest krótka chwila. Jak się analizuje historię chciałoby się wrócić do pewnych momentów i zacząć wszystko od początku. Niestety tak się nie da... - M.K.-I wszystko pozmieniać? - G.S.- I wszystko pozmieniać. Historia tego zespołu była momentami tak burzliwa i zawiła... -M.K.-Zacznijmy więc od prapoczątków. Czym było Studio Sztuki Estradowej, w którym poznali się członkowie Lombardu: Małgorzata Ostrowska, Wanda Kwietniewska i ty? -G.S.- Była to szkoła działająca przy Estradzie Poznańskiej, kształcąca "adeptów sztuki", jak to się wtedy mówiło. To była fajna szkółka, uczyli tam profesjonaliści, muzycy Górnego i Alex Bandu. Każdy z nich miał pod swoją opieką jednego z adeptów. Badali nasze predyspozycje i odpowiednio ukierunkowywali. Mieliśmy wykłady m.in. z teatru, ruchu, historii muzyki, kształcenia słuchu, rytmiki. Po tej szkole działaliśmy jako chórek przy Estradzie Poznańskiej i w pewnym momencie wymyśliliśmy, że chcemy być zespołem rockowym. Poprosiliśmy ówczesnego dyrektora Estrady o pomoc, a on przydzielił nam menedżera. Od tej pory zaczęło się kształtowanie, poszukiwanie muzyków, pierwsze składy, zmian było bardzo dużo. W Lombardzie grało 7 perkusistów, tyle samo gitarzystów, czterech wokalistów i trzech basistów. -M.K.- Wielu krytyków uważa, że waszym najlepszym albumem była "Anatomia" z 1985 roku. Ale była to też płyta bardzo nietypowa. Na jednej stronie płyty wokalistą byłeś ty, na drugiej Ostrowska. Skąd ten pomysł? -G.S.- Wynikało to z pewnego założenia. Płyta była o miłości. Nie ukrywam jednak, że zacząłem wtedy bardziej dbać o swój repertuar. Od jakiegoś czasu polityka managementu Lombardu zaczęła się zmieniać. Nie promowano już zespołu. Na afiszach pojawiał się napis "Małgorzata Ostrowska i Lombard". Myślę, że były to pierwsze próby torujące drogę kariery solowej Małgorzaty. Cieszę się, że „Anatomia” uznawana jest za najlepszą płytę, bo opinie były różne, nawet w zespole... -M.K.- Nawet fani grupy często nie są w stanie doliczyć się ile naprawdę płyt mieści wasza dyskografia... A co ze sztandarowym "Przeżyj to sam"... -G.S.- "Przeżyj to sam" miało być na pierwszej płycie, ale był przy niej wielki bałagan z materiałem. Propozycji utworów na tą płytę było tak wiele, że ciężko było wybrać, nie ja decydowałem... Korzystaliśmy wtedy również z innych kompozytorów. A co do "Przeżyj to sam" to nikt nie zdawał sobie sprawy, że będzie tyle znaczył dla Lombardu i dla ludzi. Został wybrany do pierwszej dziesiątki najpopularniejszych utworów XX-wieku. Ta piosenka ma w sobie cudowną moc... Wspaniale też zafunkcjonowała na koncertach. Ludzie zaczęli ją śpiewać z nami i do dzisiaj śpiewają. Tekst jest prosty i komunikatywny, ale bardzo wymowny. -M.K.- Nie zdawaliście sobie sprawy z oddźwięku słów "Spiker cedził ostre słowa"? Płyta ukazała się przecież w stanie wojennym, w 1982 roku i spikerzy kojarzyli się jednoznacznie. -G.S.- „Spikerzy” i nie tylko Oni denerwowali mnie w tamtych czasach. Wydarzyło się jeszcze coś czego się nie spodziewaliśmy. Gdy wybuchł stan wojenny zakazano promocji tego utworu. Dzięki temu zrobiła się z tego "zakazana piosenka". Puszczono ją pierwszego dnia dwa, trzy razy i podobno był telefon z Urzędu... Graliśmy „Przeżyj to sam” miliony razy w kraju i dla Polonii, wszędzie był przyjmowany tak samo entuzjastycznie, do dzisiaj jest. -M.K.- Potem jednak jeździliście na koncerty do demoludów. -G.S.- Graliśmy w Czechosłowacji, NRD, w Jugosławii w Związku Radzieckim. Pamiętam tylko te dwa pierwsze kraje, bo koncerty te były kompletnie różne. W Czechach były tłumy, ludzie śpiewali wszystkie piosenki z nami. Ogólny „spontan”. W NRD doznaliśmy szoku... Przyjechaliśmy na stadiom, a tam czekała już młodzież w jednakowych mundurkach pilnowana przez dyżurnych, którzy prawie sugerowali im kiedy, co mają krzyczeć i jak reagować. Koncert i jego naturalny odbiór nie był ważny. Pełna precyzja... Enerdowski komunizm... -M.K.-Lombard właściwie od 1991 roku istniał tylko jako zespół koncertowy. Czy bez Marty Lombard w ogóle by się odrodził pod koniec lat 90? -G.S.-Nie wiem? Bez Marty Lombard był, tyle że jako Lombard Group i bez wokalistki. Byłem wtedy frotmenem, to były ciekawe doświadczenia. Potem wróciliśmy do Małgorzaty, ale było to łudzenie się, że coś się wydarzy. Graliśmy koncerty, ale czuć w tym było brak zapału. Takie „odcinanie kuponów”. W 1999 Małgorzata odeszła z zespołu. Nie chcieliśmy kolejny raz zawieszać działalności. Rozdział Lombardu z Małgorzatą Ostrowską w tym momencie skończył się definitywnie. Gdybym miał z Małgorzatą nagrywać płytę, to jestem przekonany, że w życiu nie powstałaby taka jak z Martą. "Deja' vu" jest płytą na czasie, która nawiązuje i do historii i jest odzwierciedleniem tego czym się interesujemy, czego słuchamy, co się w muzyce wydarzyło W pracy nad nią pomógł nam niewątpliwie Paweł Klimczak nowy gitarzysta Lombardu. Materiał jest nowoczesny, "zagęszczony" samplami, nie ma w nim solówek., nie krzyczymy cały czas, płyta jest zróżnicowana zarówno w warstwie muzycznej jak i wokalnej. -M.K.- Marta, jak reagujesz na okrzyki fanów, domagających się utworów wykonywanych wcześniej przez Ostrowską? - Marta Cugier- Fani nie muszą się domagać tych utworów, wykonuję je z ogromną przyjemnością, co pozwala mi szybko nawiązać z nią kontakt . Należę do tego zespołu, i jeśli fani mojego zespołu chcą słuchać "Szklanej pogody", "Mam dość", czy "Gołębiego puchu" to czemu nie? Bardzo lubię te piosenki. Wcześniej znałam Lombard bardziej od strony utworów Grzegorza, kolega z liceum był jego wielkim fanem. Niestety nie załapałam się na te najlepsze czasy Lombardu, bo zwyczajnie byłam za mała. Teraz nadrabiam straty. Gdy już świadomie zaczęłam słuchać muzyki owszem pamiętało się o Perfekcie, Lombardzie, ale to były czasy Heya, Bartosiewicz, Piersi, „ONA”... Pamiętam oczywiście "Przeżyj to sam", dzięki niemu dostałam się do szkolnego zespołu, gdzie zaczęło się moje śpiewanie. -M.K.- W latach 90. zespół działał jako Lombard Group, płytę "Deja' vu" stworzył zespół L'ombard... Czy są jakieś powody, dla których nie podpisujecie się starym szyldem? -G.S.- Lombard group to oddzielna historia. Jeśli chodzi o „L’ombard” - apostrof jest w tytule płyty i grafik wsadził go także w nazwę żeby było bardziej "po francusku". Nazwa Lombard należy do zespołu i nie zamierzamy jej zmieniać. -M.K.- Zorganizowaliście koncert w studio radiowej "Trójki" podsumowujący 20-lecie zespołu... -G.S.- Zależy nam żeby zaznaczyć naszą rocznicę i że zespół istnieje w takim a nie innym składzie. Były plany zaproszenia wszystkich, ale za dużo się wydarzyło. Długo by trzeba opowiadać o genezie tego problemu. Chcemy raz na zawsze rozwiać wątpliwości. Pochodzą one m.in. stąd, że Lombardem obwołuje się zespół towarzyszący Małgorzacie Ostrowskiej. Zdarzało się, że grali koncerty pod szyldem Lombardu, co jest niedopuszczalne. Dlatego musieliśmy zastrzec nazwę. Małgorzata będąc już solo, zarzekała się, że nie będzie wykonywała przebojów Lombardu nawet "Szklanej pogody", ale nie musieliśmy czekać długo. Gdy Ostrowska odchodziła do Sony w 1999 roku, menadżer rozesłał faks do mediów i organizatorów koncertów, w którym informowała o tym, że Lombard zawiesza działalność, "ale polecam Państwu koncert Małgorzaty Ostrowskiej, która wykonuje również największe przeboje Lombardu”. Ostatnio z programu telewizyjnego, na kilka dni przed naszym koncertem jubileuszowym, dowiedzieliśmy się, że nie tylko podpisuje się pod 20-leciem Lombardu na dodatek wydaje płytę z tej okazji, z największymi przebojami Lombardu łącznie z "Przeżyj to sam"... Uważam, że jeżeli solistka decyduje się na odejście z zespołu, to powinna odejść i zostawić go w spokoju, a nie po próbach solowych obchodzić 20-lecie zespołu z którym nie chciała mieć już nic do czynienia i zmieniać się, jak polityka firmy płytowej, która wcześniej nastawała na to, żeby wyraźnie oddzielić Lombard od Ostrowskiej. Cieszymy się , że nareszcie doceniła wagę repertuaru Lombardu! Ktoś myślał, że Lombard da się łatwo uśmiercić... Jednak my przestaliśmy już czekać na ławce rezerwowych. Nie daliśmy się kolejny raz posadzić w poczekalni. Lombard ma znakomitą wokalistkę Martę Cugier, płytę "Deja' vu" z której jesteśmy dumni, i kontrakt na następnych pięć... Zespół nareszcie może spokojnie patrzeć w przyszłość. Wkrótce będziecie mogli usłyszeć największe przeboje Lombardu na płycie „Lombard 20 lat – przeżyj to sam”, który jest rejestracją koncertu z Programu 3 Polskiego Radia. Są też niespodzianki - wersje akustyczne.
Załączniki:
Obrazy:
|