|
|
2003-05-22 Rozmowa z Grzegorzem Stróżniakiem i Martą Cugier – „połową” zespołu Lombard.
-Paweł Bruger- Może zaczniemy od historii, rok 1981. -Grzegorz Stróżniak- To bardzo odległa historia. Zespół zakończył ten etap historii wydaniem płyty na 20-lecie działalności - więcej nie będę opowiadał, bo jest to kilkugodzinna opowieść... -P.B.- Jednak lata osiemdziesiąte to okres burzy w waszym zespole, wtedy właśnie Małgorzata Ostrowska postanowiła odejść z zespołu, czy był to duży problem? -G.S.- Problem oczywiście w związku z taką decyzją Małgorzaty był, ale większość zespołów boryka się z trudnościami personalnymi, jednak od 5 lat funkcjonujemy nadal jako Lombard, Małgorzata Ostrowska prowadzi karierę solową i wszystko toczy się pomyślnie. -P.B.- Ale rok 1988 nie był zbyt pomyślny, bo nie współpracowałeś wtedy z zespołem? -Marta Cugier- Powiedzmy to sobie inaczej, wtedy Małgorzata Ostrowska zwolniła Grzegorza z zespołu. Pomimo tego, że Grzegorz stworzył jej największe przeboje uznała, że nie jest on potrzebny w zespole. Myślę, że to właśnie jest nazywanie rzeczy po imieniu. -P.B.- Przejdźmy dalej, rok 1991 – płyta na 10- lecie ‘81-‘91, kompilacja największych hitów, jak oceniasz tą płytę? -G.S.- Niestety tą płytę oceniam bardzo kiepsko, to nie była dobra płyta. Tak szczerze to wolałbym, żeby ona się w ogóle nie ukazała. Po tej płycie wydarzyło się coś dziwnego, zespół zaczął komponować kolejne wersje utworów, które już funkcjonowały w mediach – a takich rzeczy się nie robi. Są to kompletnie niepotrzebne działania i strata czasu. -P.B.- Co się stało z zespołem po wydaniu tej płyty? Chyba zawiesiliście działalność na długi czas? -G.S.- To fakt, medialnie Lombardu nie było, istniał raczej w układach koncertowych, a w tak zwanym międzyczasie zaczęliśmy grać znowu z Małgorzatą i to koniec historii. -P.B.- Zróbmy skok w czasie i mamy rok 1998 – wtedy właśnie Marta dołączyła do zespołu....może kilka słów o sobie? -M.C.- W tym czasie w Poznaniu byłam już dość znaną wokalistką, ponieważ udzielałam się we wszystkich możliwych gatunkach muzycznych od kabaretu przez sztuki dramatyczne po koncerty bluesowe oraz koncerty z moim zespołem Pacyfik 231 z którym tworzyliśmy własną muzykę, niestety wydawało nam się po odejściu naszego perkusisty, że zespół nie może istnieć – więc rozpadł się Pacyfik i zadzwonił do mnie Grzegorz Stróżniak. Wtedy jeszcze śpiewałam z sekstetem jazzowym - zawsze stawiałam sobie wysoko poprzeczkę – mimo, że jestem totalnie niewykształconą wokalistką - radzę sobie z głosem całkiem dobrze. -G.S.- Marta jest samoukiem, któremu odradzono kształcenie się w dziedzinie muzyki – uważam, że jest to szalenie istotne. Są osoby, które muszą pewien etap szkolenia wokalnego przejść, a w historii Marty jest taka kwestia, że w każdym zespole w którym pracowała odradzano jej szkołę wokalną – bo wtedy traci się pewną indywidualność i pewien niepowtarzalny charakter. -P.B.- Wróćmy jeszcze do Marty, jak to się stało, że Grzegorz do Ciebie zadzwonił? -M.C.- Proste, dostał kasetę od moich przyjaciół, którzy byli akustykami i obsługiwali koncerty na których występowałam, a do tego bardzo mnie lubili i uważali, że trzeba mi pomagać. Nie mówiąc mi nic nagrywali mnie podczas tych występów i jeden z takich nagrań trafiło do Grzegorza. Jak cała sprawa wyszła na jaw bardzo długo zastanawiałam się czy chcę śpiewać z zespołem Lombard. -P.B.- Dlaczego? -M.C.- Bo ja się bardzo przywiązuję do ludzi i miałam już swój zespół... -P.B.- Po 1998 roku w końcu jednak doczekaliśmy się płyty z Twoim udziałem „Deja’vu” – płyta, no właśnie jaka ona jest? -M.C.- Alternatywna czy popowa? Otóż chodziliśmy z nią do różnych mediów i w jednych dowiadywaliśmy się, że jest za bardzo alternatywna, a w innych, że za bardzo popowa. Dla innych jest to z kolei płyta rockowa. Ja uważam, że ta płyta jest poprockowa – jest na niej mnóstwo przebojów. Najgorsze jest jednak to, że po ukazaniu się tej płyty okazało się, że śpiewam jak Małgorzata Ostrowska, szkoda tylko, że przez 8 lat aktywnego muzykowania nigdy wcześniej tego nie usłyszałam. Ja nie mam nawet podobnego głosu! Pomyłka bierze się stąd, że nie zmieniłam linii melodycznej, ale nie robi się takich rzeczy w zespole, który ma określoną linię i jest z nią kojarzony i przede wszystkim jest to dobre! -P.B.- Dziękuję za rozmowę Rozmawiał Paweł Bruger, opracowanie Kamila Okuniewska
Załączniki:
Obrazy:
|