|
|
2006-04-21 25 lat historii zespołu Lombard - Michał Czajka dla Nowiny Rzeszów.
W tym roku będziecie już obchodzić dwudziestopięciolecie istnienia zespołu. Jaka jest Wasza recepta na ciągłe sukcesy? -Grzegorz Stróżniak- Ciągłe sukcesy? (śmiech) Żeby tak było, to byłoby... przede wszystkim nudno. W przypadku Lombardu można mówić tylko o 25-leciu powstania. Historia zespołu jest burzliwa, długo trzeba by opowiadać. Na początku był Lombard z trzema wokalistami: Wanda Kwietniewska, Małgorzata Ostrowska i Ja (’81). Kwietniewska odeszła zaraz na początku (‘82r.), były lata bez Ostrowskiej (‘91r. – ‘97r.), były bez Stróżniaka (’87r.-’91r.), często Lombard zawieszał swoją działalność. Muzyków towarzyszyło nam wielu, składów i konfiguracji było kilkanaście. Po beznadziejnych obchodach 10-lecia, gdy Ostrowska kolejny raz odeszła, najpierw reaktywowałem Lombard w ‘94 jako Lombard group bez wokalistek, wówczas zawiedli muzycy. Potem z Ostrowską przez dwa sezony koncertowe ‘97 r. i ‘98r. odcinaliśmy kupony. W ‘99r. Ostrowska ostatecznie już odeszła z zespołu Lombard by rozpocząć solową karierę. Powróciliśmy na rynek muzyczny po prawie dziesięciu latach przerwy premierową płytą „Deja’vu” w 2000 roku z wokalistką Marta Cugier. -Michał Czajka- Marto, kiedy Ty zaczynałaś swoje życie zespół Lombard należał już do czołówki polskiej sceny. Czy jeszcze zanim zaczęła się Twoja przygoda z zespołem byłaś fanką Lombardu? -Marta Cugier- W 1981r. kiedy powstał Lombard miałam 3 lata. Z tamtych lat nie wiele pamiętam. Potem słuchałam „Puszka okruszka” i „Zakazany owoc”, tańczyłam w zespole ludowym „Mała Wielkopolska” a potem balet nowoczesny w „Paradzie”. Miałam zawsze okropnie zachrypnięty głos i jak śpiewałam wszyscy się ze mnie śmiali, że mała Janis Joplin. Gdzieś na przełomie podstawówki i liceum usłyszałam „Przeżyj to sam” i pokochałam ten utwór. Zaśpiewałam go w V L.O. na przesłuchaniu do zespołu muzycznego i tak stałam się znaną szkolną wokalistką. W repertuarze zespołu mieliśmy też „Ostatni taniec” i „Kryształową” (śmiech) Ja nigdy nie byłam fanką żadnego zespołu. Słuchałam zawsze wybranych utworów, które mi się podobały od jazzu aż do heavy metalu. Jeśli chodzi o „przygodę” z Lombardem (śmiech) ... trudno mi jest nazwać naszą ciężką już 9-letnią pracę przygodą! Halo! Ja nie mam czasu studiów skończyć, jechać na wakacje, ja już nie wiem jak Poznań wygląda! -M.CZ.- Na stronie internetowej wyczytałem, że poświęciłaś życie Lombardowi. Warto było? -MC- Nasz Lombard to wspaniała, porockowa, nowoczesna kapela. Szanujemy przeszłość zespołu ale najważniejsza jest dla nas przyszłość. Od samego początku Grzegorz trzyma zespół silną ręką lidera, kompozytora, aranżera i wokalisty. Nie każdy jest w stanie to wytrzymać, dlatego tak często zmienia się skład Lombardu. Jest ambitny i wymagający. Zgadzamy się w wielu sprawach dlatego dobrze nam się współpracuje. Wspaniałe jest to, że Grzegorz pozwala mi być częścią tego swojego muzycznego dzieła. Muzyka Grzegorza jest zaskakująca, tak inna od współcześnie hołubionej mdłej radiowej papki. Po popowym refrenie, ostry rockowy rief Klimy, część klawiszowa i kawałek loopowego, samplowego remiksu. Tacy właśnie jesteśmy, nasza muzyka jest wypadkową wszystkiego czego słuchamy. Piszemy wspólnie piosenki, kręcimy teledyski, bierzemy udział w sesjach zdjęciowych, nakręcamy programy telewizyjne, reżyserujemy koncerty, kreujemy wizerunek kapeli. Gramy w najpiękniejszych zakątkach kraju i świata. Kocham to co robię. Czy można chcieć więcej? -M.CZ.- Nie bałaś się, że publiczność może Cię nie zaakceptować jako następczynię Małgorzaty Ostrowskiej? -MC- Wybrałam trudną drogę, zawsze jest ciężko być tą drugą, jednak w chwili wyboru nie zdawałam sobie z tego sprawy. Poznałam Grzegorza jak miałam 19 lat. Zaczęliśmy dłubać wspólną płytę, jednak z dużymi przerwami. To człowiek bardzo pracowity i ma wciąż wiele ważnych spraw do załatwienia. Jakieś 2 lata później Pani Ostrowska dość nieelegancko postąpiła z Lombardem, nie tylko niespodziewanie odeszła, ale zostawiła zespół w środku sezonu z podpisanymi kontraktami koncertowymi. Zapytał mnie Grzegorz czy bym nie spróbowała i pojechałam w trasę postawiona trochę pod ścianą. Jak tu nie poratować kumpla w potrzebie. Koncerty były niesamowite i tak jest do dzisiaj. -GS- Marta jest szczera, jest sobą, publiczność to czuje.... Nie ma podstaw by Marta miała kompleks Małgorzaty Ostrowskiej. Nie ściga się z nią, bo śpiewanie to nie są zawody. Nigdy nie będzie Ostrowską bo i czemu miała by chcieć nią być. Jeśli się komuś nie podoba to co robimy nie musi nas słuchać. -M.CZ.- Grzegorz, czy po odejściu Małgorzaty Ostrowskiej był moment, że chciałeś zakończyć działalność zespołu? -GS- Nigdy. W końcu Lombard mógł zacząć pracować i patrzeć w przyszłość, a poza tym jestem jedynym właścicielem nazwy, liderem, wokalistą, klawiszowcem, i kompozytorem, od 94r. również managerem. Czy Varius Manx zakończyło działalność po odejściu Anity Lipnickiej. Ile można czekać, aż wokalistka doceni ludzi którzy przez 13 lat pracowali głównie na jej wizerunek. Przecież Gocha była wciąż niezadowolona, niespełniona, wystarczy poczytać i pooglądać wywiady z lat ’80 czy teraz. Po tym co usłyszałem o sobie, zespole, naszej muzyce z ust Ostrowskiej, jej managera, potem jej wytwórni płytowej, jej fanów, nigdy nie miałem wątpliwości. Już w latach ‘80 jej manager rozdzielił ją z zespołem plakatami „Małgorzata Ostrowska i Lombard”. W ‘99r. ogłosiła, że definitywnie odchodzi i że nie chce już być kojarzona z Lombardem. Życzę jej jak najlepiej, każdy musi przecież się spełnić, być szczęśliwy. W Lombardzie brakowało mi zawsze kogoś takiego jak Marta, kogoś z pokorą, szanującego zespół i jego ciężką pracę. My dyskutujemy o muzyce, spieramy się, walczymy o swoje racje. Marta ma zawsze coś do powiedzenia, nie wysługuje się managerem w rozmowie z kumplami z kapeli. Na Martę zawsze mogę liczyć bez względu na to czy są sukcesy czy małe porażki. Teraz jestem w pełni przekonany, że nigdy nie zrobilibyśmy tego wszystkiego co się udało, gdyby nie nasze wspólne plany i marzenia, które powoli realizujemy, i to nie „Nasz ostatni taniec” (śmiech) Mamy tyle pomysłów i wciąż brakuje nam czasu. -M.CZ.- Czy utrzymujecie jakieś kontakty z byłą wokalistką? -GS- Nasza kancelaria Radcy Prawnego jest w stałym kontakcie (śmiech) To co wyprawia Gocha i jej manager to się w głowie nie mieści. Nie chce mi się z nią w ogóle gadać. Odeszła z zespołu a przy każdej rocznicy Lombardu jej się o nas przypomina. Ja dla kasy nie zamierzam udawać na scenie, że się z nią świetnie bawię. Żenujące jest też to, gdy atakują prawie o połowę młodszą Martę, w mediach czy też na stronach internetowych, nie wiadomo za co. Za to że jest? Wciągają Martę w tę swoje brudną grę, którą dobrze znam, a to przecież Ostrowska odeszła! Z dawnego Lombardu pozostałem tylko ja reszta muzyków nigdy nie znała Ostrowskiej i nie odczuwa potrzeby kontaktowania się z nią. -M.CZ.- Gracie wciąż wiele koncertów. Jak przyjmowane są nowe kompozycje zespołu? Czy Waszym zdaniem „doganiają” popularnością „Szklanej pogodzie” czy „Przeżyj to sam”? -MC- Koncerty staramy się dopasować do publiczność. Jak pod sceną widzimy tłumy nastolatków to gramy nowe utwory i kilka największych przebojów i jest kocioł, jest czad. Jak widzimy publikę, która przyszła powspominać, gramy więcej dla nich, ale słuchają i bawią się też do nowych utworów. Staramy się przede wszystkim by nasz koncerty były ciekawe. W koncercie wykorzystujemy multimedia i efekty wizualne. Gramy „Lombard show’, gdzie żywa muzyka wspierana jest przez grafiki, animacje, teledyski. W związku z 25-leciem powstania Solidarności gramy też multimedialne, historyczne widowisko „Lombard w hołdzie Solidarności - drogi do wolności” oparte na kronikach i filmach dokumentalnych. Gramy koncerty pół-akustyczne dla tych co już ich „hałas męczy” a lubią utwory Lombardu. Próbujemy też swoich sił w zagranicznych klubach wykonując nasz repertuar po angielsku. GS: Myślę, że jest trudno stworzyć takie utwory jak „Szklana pogoda” czy „Przeżyj to sam” ze względu na czasy w których powstawały. Lata ’80 były specyficzne. Było niewiele zespołów, był trudny dostęp do muzyki zagranicznej. Byliśmy wtedy wręcz odcięci od Świata. Nie było MTV, VIVY, Internetu, nie było też tylu gatunków muzycznych. To wszystko miało wielki wpływ na nasz sukces. Dobre było to, że promowało się Polską muzykę. Kiedyś czekało się na każdy czarny krążek polskiego artysty, teraz każdy robi Ci łaskę, że w ogóle wysłucha Twojej płyty. Wszystko się zdewartościowało. -M.CZ.- Wasze wydawnictwo datowane jest na 2002 r. Czy doczekamy się wreszcie nowej płyty? Możecie uchylić rąbka tajemnicy jaka ona będzie? -MC- Właśnie 25-lecie powstania zespołu Lombard to dobry czas by skończyć już od czterech lat przygotowywaną płytę „Musical”. Miała ukazać się już w 2004 roku, ale mieliśmy pewne problemy również personalne. -GS- W 2004 roku wypuściliśmy singiel „I say stop!”, jednak w tym kraju wciąż nie można śpiewać po angielsku. Poza tym trzeba mieć układy, to skorumpowana branża (śmiech) Jak nie jesteś kolesiem lub potentatem to nie licz na cokolwiek. Ważny jest tani szpan, połączony z prostacką kampanią reklamową kiczowatej, płytkiej piosenki. Dobrze jak śpiewa wysoka blondynka o niebieskich oczach z sztucznym cycem, spalona na solarium... Wtedy jest przebój! My zaśpiewaliśmy przeciw wojnie przemocy i terroryzmowi. Teledysk nakręciliśmy w Izraelu na Wzgórzach Golan, w Międzynarodowym Obozie Sił Pokojowych ONZ, na ulicach Jerozolimy. Pozwolenie na wykorzystanie nagłówków w teledysku otrzymaliśmy od wszystkich największych dzienników na Świecie i kogo to obchodzi... Najważniejsze jest z kim śpisz, gdzie i czy jest to facet czy kobieta... Całe szczęście powoli się to zmienia:) -M.CZ.- Jak zamierzacie świętować dwudzieste piąte urodziny? -GS- Oj, będzie się działo. W pierwszej połowie 2006 roku planowana jest premiera płyty „Musical”, co z tego wynieknie nie wiem, potem letnia trasa koncertowa. We wrześniu br. roku spełni się nasze wielkie marzenie związane z widowiskiem „Lombard w hołdzie Solidarności – Drogi do wolności”, a już w październiku br. odbędzie wielka impreza z okazji dwudziestych piątych urodzin w naszym rodzinnym Poznaniu. Nie będzie to jednak Polska sztampa, którą już miałem okazje odbębnić z okazji 10-lecia zespołu Lombard - tragedia. Co gorsza została po tym pamiątka w postaci najobrzydliwszej płyty nazywanej przeze nas nagrobkiem, „Największe przeboje 81-91” w nowych aranżacjach, teraz wychodzi bez naszej zgody, pod zmienionym tytułem „Przeżyj to sam”. -M.CZ.- Jak wspominacie Rzeszów? Lubicie tutejszą publiczność? -MC- No pewnie, że lubimy, ale już macie nas dosyć. Graliśmy u Was często w minionych latach: Sylwester, WOŚP, Dni Rzeszowa... Dla nas były to super koncerty, bo publiczność była wspaniała. -GS- Chcielibyśmy też wrócić do słynnej waszej „Akademii”. To najlepszy klub jaki w Polsce widziałem. - M.CZ.- Kiedy będzie można Was u nas zobaczyć? -GS- To już niestety nie od nas, a od Was zależy. Jak nas zaprosicie to przyjedziemy:) Rzeszów to piękne miasto, piękna okolica, ale od Poznania daleko. -MC- My chcemy, tak, tak... Dziękuję serdecznie za rozmowę i z niecierpliwością oczekujemy Was w naszym mieście. Michał Czajka
Załączniki:
Obrazy:
|