|
|
2007-06-27 Dziennik Polski 2007 - wywiad z Grzegorzem Stróżniakiem liderem zespołu Lombard .
- W ubiegłym roku Lombard obchodził 25. rocznicę rozpoczęcia działalności. Jak świętowaliście ten okrągły jubileusz? -Grzegorz Stróżniak – Pracowicie. Na początku 2006 roku przygotowywaliśmy się do dwóch prestiżowych koncertów dla międzynarodowej publiczności i Polonii w USA pod patronatem Ministerstwa Spraw Zagranicznych: Discover Poland Festival w Los Angeles i Poland on the Pier na Navy Pier w Chicago. Na Festiwalach zaprezentowaliśmy nasz spektakl multimedialny o najnowszej historii Polski w języku angielskim:„Salute to Solidarity - roads to freedom”. Potem była letnia intensywna trasa koncertowa w Polsce „Lombard Show 25 Lat” zakończona wrześniową trasa dla Polonii w USA. Zagraliśmy w 19 dni 12 koncertów. Trasa rozpoczęła się w Chicago dwoma koncertami na Festiwalu Taste of Polonia. Odwiedziliśmy też polonijne kluby w New Britain, New York, Philadelphia, Fort Lauderdale, Clearwater, Denver, Phoenix, Seattle. Przez 25 lat historii Lombardu nie przeżyłem takiej trasy po USA. Polonia była wspaniała. Przyjmowali nas bardzo gorąco mimo iż wielu z nich wyjechało z Polski przed powstaniem Lombardu i niejednokrotnie w ogóle nas nie znali. Znali jednak „Przeżyj to sam” (śmiech). 23 września 2006 roku zagraliśmy niezwykłe widowisko multimedialne „Cały ten czas” o 25 latach historii legendarnego Video Studio Gdańsk pod patronatem Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Ministerstwa Kultury. Koncert był niezapomniany i otrzymaliśmy od vipów owację na stojąco a retransmitowała go TVP1. W 03 grudnia 2006 roku w naszym rodzinnym Poznaniu odbyła się też Gala VIP Lombard 25 lat w gronie przyjaciół i współpracowników. Pierwszy raz przed tym klubem powstał gigantyczny korek. Nigdy nie zapomnimy tego koncertu. Z rąk Pana Prezydenta Miasta Poznania Ryszarda Grobelnego Otrzymaliśmy prestiżową Nagrodę „Srebrną pieczęć” za 25 lat historii. Koncert był multimedialnym widowiskiem. Oprócz teledysków i musicali na telebimach można było wysłuchać wspomnień różnych ważnych postaci z historii zespołu. Był wielki tort w kształcie gitary, wręczaliśmy tez nagrody dla szczególnie zasłużonych. Koncert trwał 5 godzin. Zaprezentowaliśmy stare przeboje, płytę „Deja’vu” i materiał na płyte „Musical” oraz niezwykły projekt z kwartetem smyczkowym i bigbandem „Swinging with Lombard”. Nawet ubrałem garnitur… Ciężko w to uwierzyć ale w między czasie przygotowywaliśmy płytę „Musical”. - Grupa Lombard występowała w ciągu tego okresu czasu w 20 różnych składach, a jej członkami było 27 osób. Jak mimo tego wszystkiego udało wam się tak długo przetrwać na scenie? - GS - Już w 21 (śmiech)… Nie wiem jak mi się udaje to wszystko składać w jedną całość. Czasem już mam dość. Lombard w latach ’80 był swego rodzaju tworem. Byłem uczniem Studium Sztuki Estradowej ale zawsze chciałem grać w zespole rockowym. Po tym jak zobaczyłem Maanam w Opolu wiedziałem, że zrobię wszystko by taki zespół powstał. W maju 1981 roku zespół wokalny „Vist” wraz z dobranymi muzykami stworzył przy Estradzie Poznańskiej zespół „Lombard”. Niestety w latach ’80 muzyków zwalniał przydzielony z Estrady menadżer. Po odejściu Wandy Kwietniewskie w zespole powstały widoczne podziały. Byliśmy my i Oni czyli układ Ostrowska – Menadżer. Wtedy też zaczęła się promocja wokalistki a nie zespołu mimo iż Ja również śpiewałem. Z „niewiadomych” powodów straciłem wielu znakomitych muzyków. Nawet mnie udało im się zwolnić choć do dziś nie wiem jak można zwolnić lidera z jego własnej kapeli. Takie czasy… Nigdy nie byliśmy grupą przyjaciół na dobre i na złe jak np. U2. Małgorzata Ostrowska wiecznie odchodziła była wciąż niezadowolona. Skład się reaktywował i wciąż kogoś brakowało. Teraz od ’99 ciężko jest nam z Martą stworzyć taki band marzeń. Najpierw byli muzycy zepsuci przez poprzedni układ, wiecznie niezadowoleni, chcący tylko odcinać kupony od chlubnej przeszłości i nie robić nic więcej. Liczyła się tylko kasa! Musieli odejść. Potem z nowymi muzykami nie było łatwo. Ciężko znaleźć w tym kraju dobrych, profesjonalnych muzyków. Ważne jest by Ci również żyli naszym zespołem. Jak już znaleźliśmy to odeszli do konkurencji. Paweł Klimczak wieloletni gitarzysta zespołu Lombard zmienił branżę. Obecnie stara się już o pracę pilota zawodowego. Grzegorz Warchoł, basista zespołu Lombard przez ostatnie dwa lata, zmarł po ciężkiej chorobie. Perkusista Paweł Świca wyjechał za granicę. Często życie samo pisze scenariusze. - Co jest motorem napędowym działalności zespołu? - GS – Motorem napędowym jest Marta Cugier i Ja. Jesteśmy zgranym duetem. Wszystkie pomysły, scenariusze, kolejne projekty to nasze wspólne dzieło. Razem menadżerujemy zespół Lombard. Założyliśmy wytwórnię płytową i agencję koncertową Show Time Music Production, które są naszym narzędziem do realizowania wspólnych muzycznych marzeń. - Okres największych sukcesów Lombardu to oczywiście lata 80. Dlaczego wtedy muzyka rockowa była tak bardzo popularna w Polsce? - GS - Co to znaczy największy sukces w latach ’80? Współczesnych czasów i tamtych lat nie można w ogóle porównywać. Wtedy zespołów było „10” teraz jest „1010”… Ciężko było stworzyć band, kupić instrumenty, wkręcić się w ten polityczny show biznes. Wtedy tego nie wiedziałem, teraz z perspektywy czasu patrzę na tamtą rzeczywistość bardzo krytycznie. Lombard powstał za przyzwoleniem władzy. Przecież jeden telefon i ani Lombardu, ani Perfektu czy Maanamu by nie było. Wykorzystali nas młodych naiwnych ludzi żeby młodzież zgarnąć z ulic do sal koncertowych. My myśleliśmy wtedy, że jesteśmy pokoleniem buntu. Uważam, że największe sukcesy dopiero przed nami. - Lombard, mimo iż był zaliczany do zespołów rockowych, zawsze ciągnęło do bardziej popowych, ładnych melodii. Czy to była Pana zasługa? - GS – Tak jesteśmy kapelą pop rockową. Od 25 lat komponuję i aranżuje dla Lombardu. Ułożyłem wszystkie linie melodyczn, które do dziś śpiewają pokolenia. To niewiarygodnie wspaniałe uczucie. Ciężko jest klawiszowcowi uzyskać drapieżne brzmienia. Nasza muzyka przesiąknięta była i jest elektroniką. Kiedyś było niewiele możliwości, teraz czuję się jak w muzycznym raju. Czasem bardziej rockowym czasem bardziej popowym. Dziś jeszcze bardziej eksperymentuję. - Lombard wyróżniał się zawsze od strony wokalnej. Dlaczego niemal w każdym składzie grupy decydował się Pan dzielić mikrofon z kobietą-wokalistką? - GS – Nie wiem. Czasem żałuję, że nie odszedłem jak Wanda Kwietniewska w 1982 roku. Nie wierzyłem w siebie, wtedy ciężko jest się zdecydować na tak drastyczny krok. Zainwestowałem już w ten zespół swoje muzyczne serce. Napisałem „Przeżyj to sam”, „Szklaną pogodę”, „Ostatni taniec”, „Diamentową kulę”... Było za późno, machina ruszyła. Po trzyletniej przerwie reaktywowałem zespół „Lombard” w 1994 roku jako „Lombard group” bez wokalistek. Publiczność dopominała się choćby o „Szklaną pogodę”. Dopiero Marta Cugier zmieniła moje podejście do duetów. To nie musi być wieczna szarpanina i walka na scenie. Może być całkiem przyjemnie i za to jej dziękuję, bo na scenie z nią czuję się naprawdę dobrze. - Choć dziś Małgorzata Ostrowska nie wypowiada się zbyt pochlebnie o Lombardzie, nie można zaprzeczyć, że to właśnie z nią w składzie zespół najbardziej wpisał się w pamięć polskich fanów rocka. Jak wspomina Pan okres współpracy z Ostrowską? - GS – Nie wiem dlaczego się wypowiada nie pochlebnie o „Lombardzie” bo do dziś czerpie z jego dorobku. Czy zna ktoś współczesne utwory Ostrowskiej? Takich osób jest niewiele. Po za tym nie wiem jak można mieć tak mało klasy i taktu. Śpiewa utwory naszego zespołu w 90% na koncertach w mediach opowiada o latach ’80 i o Lombardzie. Wydaje bezprawnie płyty z moimi kompozycjami. Można by jeszcze długo wymieniać… Ostrowska jest nie konsekwentna i nie zdecydowana. Zawsze taka była. Wciąż mówiła, że chce grać bardziej rockowo, potem, że nie chce mieć już nic wspólnego z Lombardem. A co robi? Śpiewa pop i nasze przeboje. To jest paranoja. Jeśli chodzi o współpracę. Dzień w którym Ostrowska i jej menadżer odeszli z Lombardu był najszczęśliwszym dniem w moim życiu. Teraz jestem wściekły, że 13 lat swojego życia poświęciłem niewdzięcznej Ostrowskiej. Żałuję, że skomponowałem jej przeboje, dzięki którym ludzie wiedzą kim Ona w ogóle jest. Dobierałem jej tonacje, melodie tak by jej specyficzny, dość niefilingowy wokal dobrze brzmiał. Godzinami siedziałem w studio ucząc Ją linii melodycznych. Znam Ją dobrze, jest tak próżna, że przez gardło jej nie przeszło ani nigdy nie przejdzie dziękuję. Kiedy w 1999 roku odbierała Bursztynowego Słowika w Sopocie za całokształt – pytam czego? , bo wokalistką Lombardu już nie była, a karierę solowa dopiero zaczęła po 10 latach przerwy w działalności, słowa o Lombardzie nie powiedziała. Ani nie jest kompozytorem ani autorem tekstów do największych przebojów. Chyba dostała nagrodę za natapirowane włosy bo jej popularność datuje się na 1983 kiedy wymyśliła sobie image w ogóle nie pasujący do konwencji pop-rockowej zespołu. - Piosenki Lombardu z czasów Peerelu w mniej lub bardziej jawny sposób komentowały krytycznie ówczesną rzeczywistość społeczno-polityczną. Czy mieliście z tego powodu kłopoty? - GS – Nie mieliśmy kłopotów dzięki znakomitym tekściarzom, którzy pisali do moich kompozycji. Jacek Skubikowski, Marek Dutkiewicz, Andrzej Sobczak - to im Lombard zawdzięcza polityczny wydźwięk swoich tekstów. To Oni ukrywali krytykę tamtych lat w poezji i w przenośni. Dziś kiedy dowiedziałem się o śmierci Jacka Skubikowskiego jestem zdruzgotany. Cieszę się, że Marcie udało się namówić Jacka na wspomnienia do naszej strony Internetowej i że zdążyliśmy mu podziękować za 25 lat historii zespołu Lombard podczas koncertu z okazji jego imienin. - Wokół muzycznej sceny lat 80. narosło wiele legend. Czy to prawda, że w 1985 roku Lombard odmówił udziału w festiwalu piosenki radzieckiej w Zielonej Górze, za co został ukarany zakazem występu na festiwalu w Opolu? - GS - Tak to w pewnym sensie prawda. W końcu jednak zagraliśmy w Zielonej Górze, nie mieliśmy zbytnio wyboru. Byliśmy na dywaniku w Ministerstwie Kultury i dodatkowo zagrożono nam utratą paszportów. Tego roku mieliśmy wyjechać na trasę koncertową do Włoch. Wiem, że powinniśmy odmówić ale z drugiej strony może Lombardu by wtedy już w ogóle nie było. - Hymnem lat 80. stał się utwór „Przeżyj to sam”. Jak doszło do jego powstania? Czym został zainspirowany? Czy lubi go Pan do dzisiaj wykonywać? - GS – Utwór „Przeżyj to sam” napisałem w wieku 16 lat wtedy był do niego mój tekst „Każdy ciche ma marzenia, każdy inne w tym tkwi zło, ktoś chce zniszczyć Twój ideał wtedy Ty niszczysz Go” refren brzmiał „Tylko sam, dojdziesz tam, jeśli chcesz dojdziesz wiesz”… To naiwne i proste ale napisałem sobie w pewnym sensie kredo życiowe. Jednak dojrzały i zaangażowany tekst napisał do tego utworu dopiero Andrzej Sobczak totalnie wnerwiony na rzeczywistość. Utwór jest dla mnie wyjątkowy. Myślę, że wiele osób mimo upływu czasu utożsamia się z nim. Na koncertach śpiewają Go wszystkie pokolenia. Zawsze kiedy Go śpiewam myślę o tym jak wiele mu zawdzięczam. - Lombard ma w dorobku aż 17 albumów. Czy któryś z nich jest Panu szczególnie bliski? Dlaczego? - GS - Tak, szczególnie bliska jest mi płyta „Deja’vu” z 2000 roku. Powstawała w bardzo trudnym okresie w moim życiu i w zespole. Bałem się, że po 10 latach przerwy już nic nie skomponuję. I choć nie wiele osób zna utwory z tej płyty z powodu braku promocji wiem, że znajduje się na niej wiele przebojów. Gramy je na koncertach i po pierwszym wysłuchaniu ludzie śpiewają te utwory. To nasz wielki sukces, że potrafimy połączyć historie lat ’80 z współczesnym muzycznym obliczem Lombardu. - Wiele zespołów popularnych w latach 80., straciło swój impet w działaniu w następnej dekadzie. Lombard też przestawił się jakby na boczny tor. Dlaczego tak się stało? - Nie czujemy się zespołem działającym na bocznym torze. Robimy bardzo dużo tylko niewiele osób może dowiedzieć się o tym działaniu. W mediach możemy prezentować tylko stare przeboje, bo z taką formą występów się tylko do nas zwracają. Dlaczego nie mówią o współczesnej działalności zespołu dlaczego nie promują współczesnego Lombardu – nie wiem… Trzeba by zapytać tych którzy rozdają karty w spółczesnym show biznesie, biorą łapówki za występy artystów na festiwalach i przyznawane nagrody. My chcemy uczciwie zasłużyć na swoją współczesną popularność. Oczywiście za idealizm się płaci. Więc my płacimy tym, że musimy odpowiadać na tego typu pytania. - Jak pracuje się Panu z nową wokalistką zespołu – Martą Cugier? - GS – Nie rozśmieszaj mnie. Marta Cugier nie jest „nową wokalistką zespołu”. Jest wokalistka zespołu już 8 lat to fakt, że świetnie mi się z nią pracuje. Bez Marty nie byłoby Lombardu. To nie tylko świetna wokalistka, która zastąpiła z powodzeniem Ostrowską ucząc się repertuaru Lombardu w 2 tygodnie. Marta nie tylko świetnie śpiewa rocka ale również swing, blues, soul, rap… To wokalistka z którą zespół ten ma przyszłość. To osoba kreatywna, charyzmatyczna, to autorka tekstów, to pisarka, świetna tancerka, kucharka, bizneswoman, to nasz zespołowy tłumacz. Marta świetnie włada językiem angielskie, podstawowym niemieckim i nie boi się śpiewać po francusku i rosyjsku. To bardzo inteligentna osoba z wielką klasą i szacunkiem do przeszłości tego zespołu i do mnie. Nie myślałem, że kiedykolwiek w tej beznadziei uda mi się spotkać kogoś takiego. Marta wciąż ostro dostaje w dupę z powodu „popier…” historii tego zespołu, Ostrowska nie szczędzi jej kąśliwych, zazdrosnych uwag, ale myślę, że w końcu się to skończy. - Z okazji 25-lecia powstania Solidarności Lombard wziął udział w wielu koncertach i spektaklach multimedialnych. Jakie refleksje wywołały u Pana te obchody? Czy dziedzictwo Solidarności nie zostało zaprzepaszczone? - Koncerty dla Solidarności były wspaniałe. Myślę, że w końcu za rządów Prawa i Sprawiedliwości dzień powstania Solidarności jest prawdziwym Świętem Narodowym. Mówi się o Solidarności i jej wielkim wpływie na bieg historii Świata i tak powinno być zawsze. Dyskusja o Solidarności jest potrzebna. Naszemu społeczeństwu jest również potrzebna prawda. Dzieciaki naoglądały się za dużo nieuczciwości za rządów III RP. Myślę, że czas pokazać młodym ludziom kto jest dobry a kto zły. - Ostatnia płyta studyjna Lombardu – „Deja Vu” – ukazała się 7 lat temu. Czy pracujecie obecnie nad nowym materiałem? Kiedy możemy się go spodziewać? Jaki będzie miał charakter? - GS – Od 4 lat pracujemy na studyjną płytą zespołu Lombard. Płyta Musical powstaje w bólach. Mieliśmy pewne zawirowania personalne w związku z tym płytę nagrywamy już po raz trzeci. Wiem, że to śmiesznie brzmi ale tak się stało. W 2004 roku wydaliśmy singiel „I say stop!” przeciwko wojnie, przemocy i terroryzmowi. Obecnie rozpoczęliśmy promocję kolejnego singla „Why?”, który jest częścią akcji charytatywnej Lombardu i Caritas Archidiecezji Gnieźnieńskiej. - Ostatnio Lombard udziela się często w różnych akcjach charytatywnych. Co Pana do tego skłania? - GS – Od 1996 roku współpracuję z niepełnosprawnym Markiem Śiwkiem. Nasza przyjaźń zaowocowała wspólnym projektem studyjnym „Białe sale” i wieloma koncertami charytatywnymi dla osób niepełnosprawnych. Kiedy wokalistka Lombardu została Marta Cugier zaangażowaliśmy się w działalność charytatywna jeszcze bardziej. W międzyczasie zaprzyjaźniliśmy się i zaczęliśmy koncertować też z niepełnosprawną Agnieszką Kubicką i Gosią Piasek w koncercie „Jesteśmy razem”. Razem uważamy, że jeśli można dać komuś odrobinę szczęścia to trzeba to robić. To daje nam pełne spełnienie. Organizacje które znajdują szczególne miejsce w naszym sercu to Fundacja Olimpiad Specjalnych, Caritas Archidiecezji Gnieźnieńskiej, Ośrodek Pielęgniarsko-Opiekuńczym z Częstochowy i Fundacja Królowej Jadwigi. - Czy dziś z perspektywy czasu, nie żałuje Pan, że poświęcił swe życie muzyce? - Muzyce nigdy. To największa miłość mojego życia. Nie mógłbym bez niej żyć.
Załączniki:
Obrazy:
|