2007-10-08 Gwiazdy Polskiej Muzyki lat 80 . 2007-10-08 Gwiazdy Polskiej Muzyki lat 80 .

Linia

2007-10-08 Gwiazdy Polskiej Muzyki lat 80 .


Rozmowa z GRZEGORZEM STRÓŻNIAKIEM, liderem i wokalistą zespołu Lombard: - Lombard zaczynał jako zespół wokalny Vist. Co się stało, że postanowiliście przerzucić się na tworzenie muzyki rockowej? Pomysł zespołu rockowego tkwił we mnie już wcześniej, przed nauką w Studiu Sztuki Estradowej miałem zespół grający muzykę zbliżoną do Lombardu. Ale w 1981 roku, punktem wyjścia był dla mnie Maanam i „Boskie Buenos”. Wtedy zrozumiałem, że dalsze brnięcie w konwencji wokalnej nie ma sensu. - W tym czasie nie było zespołów rockowych mających aż tak wielu wokalistów. Nie baliście się, że wprowadzi to chaos? To miało być naszym atutem! Niestety czas pokazał, że tak się nie stało, bo w momencie, kiedy mieliśmy dzielić się utworami, zaczynały się przepychanki. Już po roku Wanda Kwietniewska została zwolniona z zespołu. Można w to nie uwierzyć, ale na początku Małgorzata Ostrowska nie czuła się najlepiej w rockowej konwencji, Wanda lepiej radziła sobie na scenie w nawiązywaniu kontaktu z publicznością. W momencie krytycznym postawiła wszystko na jedną kartę mówiąc, że albo zespół gra z nią, albo z Małgorzatą. Wybraliśmy drugie rozwiązanie. - Dziennikarz Marek Wiernik napisał w 1982 roku w „Non Stopie”, że Lombard powinien pretendować do tytułu mistrza świata w konkurencji zwanej „podgryzaniem”. Jak to skomentujesz? Nie ma co się oszukiwać, tarcia były, a układ nie był do końca klarowny. Wanda nie liczyła na zmiany, więc postawiła na siebie i dobrze zrobiła. Gdybym nie zainwestował w ten zespół swoich kompozycji, czasu i serca, prawdopodobnie też bym tak postąpił. Może to był błąd, że wtedy nie odszedłem i nie założyłem własnego zespołu? - Rozumiem, że w Lombardzie nie spełniałeś się aż tak, jakbyś chciał? Mogę teraz powiedzieć z pełną odpowiedzialnością - nie spełniałem się. - W połowie lat 80. władze za odmowę wystąpienia na Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze zabroniły Lombardowi występu na festiwalu w Opolu. Zespołowi groziło też odwołanie zaplanowanej trasy do Włoch. Często mieliście naciski ze strony władz i cenzury? Z cenzurą radzili sobie autorzy tekstów, ale stosowali taktykę dość zmyślną używając przenośni. Cenzorzy raz byli bardziej skrupulatni, kiedy indziej mniej, jedni byli kretynami, drudzy inteligentnymi ludźmi. „Śmierć dyskotece!”, „Taniec pingwina na szkle”, „Kto mi zapłaci za łzy” – to wszystko są politykujące teksty. Nawet „Szklana pogoda” w jakiś sposób oddaje atmosferę tamtych dni. - „Przyżyj to sam” nawet nie potrzebowało przenośni… Cenzor musiał być strasznie przymulony, gdy podpisywał zgodę (śmiech). Utwór został w Trójce puszczony kilka razy i wycofano go. Niedawno dowiedziałem się, że na skutek interwencji jakiegoś znaczącego polityka, który pojawił się w Trójce i zakazał emisji. A cenzora ponoć zwolnili. - Przeczuwałeś, że to może być aż tak wielki przebój? W żadnym wypadku. Gdziekolwiek się ruszymy, czy do Ameryki, Niemiec, czy w inne części świata, Polacy go śpiewają, wzruszają się przy nim. Skomponowałem go, jak miałem 16 lat. Miałem też napisany amatorski tekst, gdzie zawarłem ówczesne kredo życiowe. Piosenka nosiła tytuł „Każdy ciche ma marzenia” i śpiewałem ją na wszystkich uroczystościach szkolnych. Podobała się. - Wracając do nacisków, jak zakończyła się ta sprawa? Wystąpiliśmy w Zielonej Górze, a potem dostaliśmy paszporty. - Było to dość konformistyczne posunięcie… Takie były czasy. Nie chcieliśmy jechać do Zielonej Góry, ale wylądowaliśmy na czerwonym dywaniku u Ministra Kultury. Wstrzymano by nam paszporty, to był ruch poniżej pasa. Wiem, że świadczyłoby o nas lepiej, gdybyśmy odmówili, ale pracowaliśmy na to, aby wyjeżdżać za granicę. Nie chcieliśmy rezygnować z tego kontraktu. Później do Włoch pojechaliśmy jeszcze trzy razy. - Lombard nigdy nie był pupilkiem mediów. Jak myślisz, czym to było spowodowane? Nie wiem. Wiem, dlaczego teraz nie jest. - Dlaczego? Spowodowało to funkcjonowanie Lombardu z twarzą Małgorzaty Ostrowskiej. To wydawnictwo potwierdza, że do zespołów z lat 80. przyczepiło się pewną łatkę i media korzystają tylko z muzyki tamtego okresu. Nie bierze się pod uwagę obecnego działania tych zespołów. - Sami sobie jesteście winni, przecież przez ostatnie 16 lat Lombard nagrał tylko jedną płytę z premierowymi piosenkami. Zawsze twierdziłem, ze trzeba robić nowe rzeczy, iść do przodu. Jednak w połowie lat 90. zaczął się okres promowania Małgorzaty Ostrowskiej. Chociaż graliśmy razem, wiedziałem, że szykuje kolejne odejście. Wciąż mówiłem jej, że trzeba tworzyć nowe piosenki, ale cały czas byliśmy zwodzeni. Zespół, który nie tworzy i nie robi nowych albumów autorskich po prostu umiera. I to była śmierć na życzenie. W lecie 1999 roku, w czasie jednej z tras, odeszła zostawiając mnie z podpisanymi kontraktami. Wtedy powiedziałem, że nie mogę dłużej czekać. Pracowałem z Martą Cugier nad jej solową płytą i stwierdziłem, że Marta może spokojnie zastąpić Małgorzatę. Nauczyła się w dwa tygodnie piosenek i została nową wokalistką Lombardu. Efektem była płyta „Deja vu”. Teraz nagrywamy kolejną. - Wokół Lombardu wciąż unosi się atmosfera konfliktu między Tobą a Małgorzatą Ostrowską. Od kiedy trwa? Ten od lata 1999. Ostrowska odeszła z Lombardu, a jej menedżer rozesłał do wszystkim moich kontrahentów, bo w tym czasie byłem też menedżerem zespołu, fax z informacją, że Lombard nie istnieje i w to miejsce proponuje koncerty Małgorzaty Ostrowskiej wykonującej repertuar Lombardu. A my wciąż graliśmy! I odtąd zaczął się konflikt. Zabrakło jej konsekwencji. Jak już postawiła na swoją działalność solową, to nie powinna podpierać się Lombardem. - Widzisz możliwość zakończenia konfliktu? Nie, bo on się rozwija. Nigdy nie pogodzę się z tym, żeby podszywano się pod Lombard i wykorzystywano jego dorobek do celów solowych. To jest nieeleganckie i graniczy z absurdem. Jak jej płyta na 20-lecie Lombardu, gdzie zaśpiewała nawet „Przeżyj to sam”. - Może usiąść przy jednym stoliku, zrobić grubą kreskę i zacząć od początku? To na pewno nie nastąpi. Nasze drogi rozeszły się i prywatnie, i artystycznie. Zbyt wiele zostało powiedziane i zbyt wiele złych rzeczy po drodze nastąpiło. To niewykonalne.

Linia

Załączniki:

Linia

Obrazy:
Fotka

Stopka