2008-05-12 Tajny koncert czyli Lombardu powrót do przeszłości 2008-05-12 Tajny koncert czyli Lombardu powrót do przeszłości

Linia

2008-05-12 Tajny koncert czyli Lombardu powrót do przeszłości - Marcin Kostaszuk Polska Głos Wielkopolski.


Po czterech miesiącach przygotowań w ścisłej tajemnicy grupa Lombard zagrała 2 maja koncert dla Polaków na Białorusi. – Słowa naszych utworów z lat 80. idealnie pasowały do sytuacji, jaką tam zastaliśmy. To był powrót do przeszłości – wspomina Grzegorz Stróżniak, lider poznańskiego zespołu Lombard, po powrocie z najbardziej niezwykłego występu w karierze zespołu. Poznaniacy w ostatnich latach mają reputację reprezentacyjnego zespołu „Solidarności”: na jej cześć przygotowali multimedialne widowisko „Drogi do wolności”. Nadto okazało się, że „Przeżyj to sam” to do dziś jeden z najważniejszych utworów dla mieszkających na Białorusi Polaków – w tym dla Andżeliki Borys. Szefowa Związku Polaków na Białorusi postanowiła więc zaprosić zespół na koncert, ale awersja reżimu Aleksandra Łukaszenki do jej organizacji wykluczyłaby możliwość wpuszczenia jej gości na teren Białorusi. Oficjalnym organizatorem koncertu był więc polski konsulat w Grodnie, a pretekstem przypadający właśnie 2 maja Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej. Dzięki temu wydarzenie można było zorganizować pod płaszczykiem uroczystości państwowej. Mimo załatwienia wiz grupa wyruszała 2 maja w podróż nie mając pewności, czy zostanie przepuszczona przez granicę. Nie byli tego pewni nawet organizatorzy, którzy załatwili zespołowi... dublerów. Związana z opozycjonistami białoruska grupa Intakt przygotowała najbardziej znane utwory Lombardu i miała je zagrać, gdyby Polacy nie dojechali. Aby tak się nie stało, na granicę po zespół przyjechało czterech polskich konsulów na Białorusi. Na miejscu czekała nie tylko tysiącosobowa publiczność – ale też milicja i nie oznakowane łady. Pojawili się panowie z kamerami. – Podejrzewam, że nikt poza białoruską bezpieką nie ma równie dokładnego zapisu naszego występu. Kamerowali nas z sześciu miejsc – śmieje się Grzegorz Stróżniak. Zespół nie mógł zagrać w żadnej z sal widowiskowych w Grodnie – oficjalnie wszystkie były zajęte. Miejsca użyczył polski konsulat, mieszczący się w dawnej fabryce tytoniu w Grodnie. – Jego dziedziniec robił przygnębiające wrażenie: sypiące się budynki, cegły leżące luzem na dachach. W pewnym momencie za naszym perkusistą spadło okno razem z framugą. – „Tam się nic nie dzieje przez przypadek” powiedziała nam wtedy Andżelika Borys – relacjonuje Marta Cugier. Na prośbę Andżeliki Borys muzycy zrezygnowali z fragmentów filmów wyświetlanych na występach – oczywiście tych, na których jest prezydent Łukaszenko lub opozycyjne flagi. Widzowie i tak reagowali żywiołowo, zwłaszcza na stare piosenki z lat 80. – Są wyczuleni na aluzje, bo dla nich tamte teksty są do dziś aktualne. W pamięci pozostanie nam reakcja na przedmowę autorstwa Marcina Bochenka do naszego widowiska. Są w niej słowa „Ostrzegam wszystkich tych, którym marzy się świat realnego socjalizmu. Pod tym rzekomo radosnym światem kryje się okrucieństwo i terror”. Nastała wielka cisza. Potem ktoś rozwinął zakazaną flagę białoruską. Chwilę nią pomachał, ale zaraz ktoś go wziął na bok i flaga zniknęła – mówią muzycy. Ich zdaniem dzisiejsza Białoruś jest podobna do Polski z początku lat 90. – w sklepach pojawiła się już coca-cola, ale ludzie są biedni i niepewni przyszłości. Powszechna jest obawa przed przyłączeniem Białorusi do Rosji. Tuż po ponad dwugodzinnym koncercie zespół jeszcze w nocy opuścił Białoruś. – Grając dla Polonii w różnych miejscach na świecie mamy wrażenie, że tam ludzie naprawdę nas słuchają. W takich chwilach zaczynasz wierzyć, że to, co robisz, ma sens – podsumowuje Marta Cugier, której rodzina wywodzi się z Pińska. Z kolei inżynierem dźwięku Lombardu jest Sergiusz Supron, który wyemigrował z Białorusi do Polski 15 lat temu. Występ w Grodnie dał mu sposobność spotkania się po kilku latach z bratem. – Brat nie chodzi na demonstracje, ma rodzinę, dziecko, pracę, chce normalnie żyć. Przyjeżdżając do mnie na koncert z Mińska, już się naraził – od razu po występie zatrzymała go milicja, wypytując po co przyjechał i z kim się spotykał – mówi Sergiusz Supron. Swoje wrażenia z odwiedzin w ojczyźnie po latach rozłąki ujmuje krótko: – tam jest jak na Kubie, tylko bez słońca i muzyki.

Linia

Załączniki:

Linia

Obrazy:
Fotka


Komentarze



Dodaj własną opinię


Podpis (wymagany)
E-mail (wymagany, zostanie ukryty)
Stopka